Wybrałem książkę i sparafrazowałem dla potrzeb zadania tekst Burroughsa ze Spragnionego. Na szczęście nie miałem takich doświadczeń. Ale takie wyrzygiwanie rodzicom jest mocne, ufff
Upijam się i dzwonie do ojca.
- Jadę do kliniki na odwyk i nie będzie mnie przez miesiąc. Jaka praca? Tato, przecież pracuje w reklamie. I to właśnie praca zmusiła mnie do wyjazdu. A poza tym to twoja wina. Zaraziłem się tym od ciebie.
No co, że mnie olewałeś, że może zaraz mi powiesz, że nie jestem twoim synem. Nie wzdychaj tak ciężko, dobrze, bo się boję. Porozmawiaj ze mną. Jak to nie? Tak, będę rozgrzebywać przeszłość. I co z tego, że jestem już dorosłym mężczyzną, a nie małym, zranionym chłopczykiem.
Zwierzęca część mojego mózgu przejmuje kontrolę i krew napełnia się cząsteczkami nienawiści.
- A pamiętasz, jak siedzieliśmy kiedyś w samochodzie i powiedziałeś, że masz zamiar zabić coś, co jest dla matki najcenniejsze, potem spojrzałeś na mnie i dodałeś gazu? Jadąc prosto na skałę? A ja musiałem wyskakiwać z tego pierdolonego auta? Miałem wtedy może z dziewięć lat, skurwysynu.
Znowu cisza
Jak się nie wydarzyło? Nie jestem chory i niczego sobie nie wymyślam. Może wreszcie raz
jeden jedyny mnie posłuchasz.
Wiem, że pamięta. Wszystko pamięta.
- A ten ślad po papierosie na czole? Przysięgam , że słyszę w słuchawce, jak pulsuje mu krew w tętnicy szyjnej. Gdy byłem jeszcze młodszy, miałem może sześć lat, siedziałem kiedyś u ojca na kolanach, a on trzymał mi przy twarzy zapalonego marlboro. Nagle wycelował i wbił mi go kurwa między oczy.
Wyrzuciłem z pamięci to wydarzenie, a przypomniałem je sobie dopiero mając dwadzieścia lat, kiedy dostałem egzemy.
- Wiem, że to pamiętasz. Może sam byłeś wtedy pijany. Ale już teraz wiem jak to jest. Pewnych rzeczy w żaden sposób nie da się zapomnieć.
Blog oddzielony i przyszyty do wiślanego, zawiera teksty poetyckie, manifesty, performance, klisze pamięci bez ładu i składu, grafomańsko i pokornie, wspomnienia lat minionych, projekty i projekcje, zapożyczenia, tłumaczenia, przysłowia, psalmy, myśli rozbiegane i ułożone.... wszystko to będą łączyć: stymulator serca, sztuczna zastawka mitralna i endoskopia duszy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dybuk na Nowogrodzkiej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dybuk na Nowogrodzkiej. Pokaż wszystkie posty
piątek, 3 lutego 2012
środa, 14 grudnia 2011
Dybuk na Nowogrodzkiej cz. 3
Iwona uważała, że to co dzieje się w jej domu, absolutnie ją przygniata i przekracza jakiekolwiek jej zdolności rozumienia zmian życiowych, nie ma siły na zmiany. Bała się coraz bardziej. Najgorzej było w nocy, kiedy Daniel zmienionym głosem prowadził ożywione dyskusje przez sen. Niewiele rozumiała, bo raczej bełkotał, zresztą bała się rozumieć, wolała nie wiedzieć co planuje jej oszalały niemąż. Najgorsze było to, że niemal każdy ranek zaczynał się podobnie, dla niej... przerażająco. Ten facet, który całe życie nie miał jakiejkolwiek inicjatywy, ni z tego ni z owego, zaczął ją przejawiać i to w formach nad wyraz aktywnych. Naprawił samochód, który od paru lat stał bezczynnie w garażu, zapuścił brodę, którą regularnie mył i pielęgnował. W ogóle się mył. Nocne Polaków rozmowy z synem stały się wręcz rytuałem, przez co młody obdarzył ojca wręcz jakimś pokracznym uwielbieniem, nie zważając, że w domu jest jeszcze matka.
Iwona bała się nocy, zauważyła, że tym domu jest ignorowana, że Daniel pozwala nierobowi na wszystko, nawet na sprowadzanie swojego gacha. Czuła się kompletnie zdezorientowana, a Daniel traktował ją jak wariatkę, nie rozumiał, że coś się dzieje, bo nic się nie działo, bo uważał, że wszystko przebiega normalnie.
- Dzisiaj wymaluję ściany w dużym pokoju, są już brudne, młody pomożesz mi zeskrobać stare warstwy, położymy gładź, żeby było ładnie. Iwona na samą myśl o remoncie chciała uciec z domu, jak najdalej, nawet do Afryki.
- Daj spokój, przecież dwa lata temu malowałam, ja malowałam, bo ty oczywiście miałeś chory kręgosłup, albo jakieś inne ważne powody. Przedtem ja również malowałam całe mieszkanie, Tobie się nie chciało palcem ruszyć, nic ci się nie chciało, a teraz po dwudziestu kurwa latach, nagle zaczynasz interesować się domem, malowaniem, gotowaniem, sprzątaniem... co tu się dzieję, moje nerwy są w strzępkach, zabij mnie, bo już mam dosyć! Kim ty jesteś do cholery?
- Czy ty młody to rozumiesz, nie dość, że człowiek ma chęci, chce cos zmienić na lepsze, poprawić, to dostanie za to w gębę i wysłuchiwać musi jakieś histeryczne fanaberie! Zerwał się od stołu, krzyknął jeszcze na odchodne: marsz po farby! I zabrał się za przeprowadzenie skrupulatnie obmyślonego remontu..
***
- Co to za napis? - osłupiały Daniel odkrył, że pod starą warstwą farb, wyraźnie przebija się napis w języku hebrajskim: עדיף לחיות עם אריה דרקון מאשר לחיות עם האישה הלא נכונה. Delikatnie dotykał liter słów, których nie rozumiał, jak gdyby odkrył skarb, pamiątkę rodzinną, spadek duchowy, a może wskazówkę do ukrytego skarbu rodzinnego. Przypomniał sobie, że jest Żydem, przeczytał nawet jedną książkę... Judaizm... co to jest? czy jakoś tak i zaczął kupować Wyborczą. Był w siódmym niebie, to był dowód, to jego matka zostawiła mu testament, tak to jest testament, takie przesłanie, żeby lepiej siebie zrozumieć, albo żeby zrozumieć wypadki ostatnich dni, dlaczego Szaweł...? Tak, odczytanie tego napisu to będzie spełnienie jego najważniejszego życiowego etapu, tylko jak to odczytać?
Iwona bała się nocy, zauważyła, że tym domu jest ignorowana, że Daniel pozwala nierobowi na wszystko, nawet na sprowadzanie swojego gacha. Czuła się kompletnie zdezorientowana, a Daniel traktował ją jak wariatkę, nie rozumiał, że coś się dzieje, bo nic się nie działo, bo uważał, że wszystko przebiega normalnie.
- Dzisiaj wymaluję ściany w dużym pokoju, są już brudne, młody pomożesz mi zeskrobać stare warstwy, położymy gładź, żeby było ładnie. Iwona na samą myśl o remoncie chciała uciec z domu, jak najdalej, nawet do Afryki.
- Daj spokój, przecież dwa lata temu malowałam, ja malowałam, bo ty oczywiście miałeś chory kręgosłup, albo jakieś inne ważne powody. Przedtem ja również malowałam całe mieszkanie, Tobie się nie chciało palcem ruszyć, nic ci się nie chciało, a teraz po dwudziestu kurwa latach, nagle zaczynasz interesować się domem, malowaniem, gotowaniem, sprzątaniem... co tu się dzieję, moje nerwy są w strzępkach, zabij mnie, bo już mam dosyć! Kim ty jesteś do cholery?
- Czy ty młody to rozumiesz, nie dość, że człowiek ma chęci, chce cos zmienić na lepsze, poprawić, to dostanie za to w gębę i wysłuchiwać musi jakieś histeryczne fanaberie! Zerwał się od stołu, krzyknął jeszcze na odchodne: marsz po farby! I zabrał się za przeprowadzenie skrupulatnie obmyślonego remontu..
![]() |
| Dybuki są wśród nas |
- Co to za napis? - osłupiały Daniel odkrył, że pod starą warstwą farb, wyraźnie przebija się napis w języku hebrajskim: עדיף לחיות עם אריה דרקון מאשר לחיות עם האישה הלא נכונה. Delikatnie dotykał liter słów, których nie rozumiał, jak gdyby odkrył skarb, pamiątkę rodzinną, spadek duchowy, a może wskazówkę do ukrytego skarbu rodzinnego. Przypomniał sobie, że jest Żydem, przeczytał nawet jedną książkę... Judaizm... co to jest? czy jakoś tak i zaczął kupować Wyborczą. Był w siódmym niebie, to był dowód, to jego matka zostawiła mu testament, tak to jest testament, takie przesłanie, żeby lepiej siebie zrozumieć, albo żeby zrozumieć wypadki ostatnich dni, dlaczego Szaweł...? Tak, odczytanie tego napisu to będzie spełnienie jego najważniejszego życiowego etapu, tylko jak to odczytać?
Sprawa okazała się łatwiejsza niż wszyscy przypuszczali, nawet Iwona wykazywała jakieś tam zainteresowanie tym przedziwnym znaleziskiem. Nie podejrzewała jednak, że rozszyfrowanie zagadki zupełnie odmieni jej losy. Po kilku dniach pojawił się człowiek, który zgodził się pomóc rodzinie.
- Och, taak, to współczesny hebrajski, cytat Biblii, z Księgi Przysłów: Lepiej mieszkać z lwem i ze smokiem, niż mieszkać ze złą niewiastą (Prz, 25, 23) - oznajmił mocnym głosem.
Iwonę zmroziły słowa tłumacza, trzy pary szowinistycznych oczu, momentalnie odwróciły wzrok w jej stronę. Kiedy się obudziła zobaczyła wokół siebie wszechobecną biel i majaczącą ciemną, ludzką plamę: na parapecie okna siedział Szaweł.
Iwonę zmroziły słowa tłumacza, trzy pary szowinistycznych oczu, momentalnie odwróciły wzrok w jej stronę. Kiedy się obudziła zobaczyła wokół siebie wszechobecną biel i majaczącą ciemną, ludzką plamę: na parapecie okna siedział Szaweł.
sobota, 10 grudnia 2011
Dybuk na Nowogrodzkiej cz. 2
Szaweł patrzył na swojego brata martwym, ale niezwykle intensywnym wzrokiem, wiedział, że za chwilę scali się z tym znienawidzonym kawałkiem ciała, że przybierze jego ohydną, śmierdzącą postać. Że też on się nigdy nie lubił myć, w zasadzie nie może rozpoznać czy capi jego truchło, czy to, że był brudny, a on przecież zawsze taki elegancki. Po jaką cholerę ja umarłem? Aaa... miałem SM, racja, co jest z tą pamięcią, myślałem, że po śmierci będę więcej wiedział, zrozumiem w końcu świat, życie, poznał jego sens, a na razie kurwa stoję nad tym śmierdzącym gnojem i nie mam zielonego pojęcia, po co? Do tego ta wariatka jęczy jakby zobaczyła ducha! Przecież jestem duchem... no tak. Ale chce żyć, nie chcę być trupem, już się na siebie napatrzyłem!
- Daniel obudź się, błagam obudź się, bo ja zwariuję, nie.. ja już zwariowałam. Jestem w psychiatryku. Tak! Jestem w psychiatryku, mam takie wizje, czy jak to się nazywa... omamy. Wzrokowe. Widzę to, czego nie ma. Całe życie widziałam to co jest, teraz widzę to, czego nie ma. Jestem chora, jestem wariatką. Iwona zaczęła lekko, ale z histeryczną nutą zaśmiewać się z samej siebie, jej ciało zaczęło nawet na specjalne życzenie podrygiwać, tak jak widziała to na filmach, może w "Locie nad kukułczym...", albo w "Dwanaście małp".
- Czy mogłabyś do kurwy nędzy zachowywać się odrobinę normalnie, muszę się skupić - ryknął niespodziewanie Szaweł, wkurzony idiotycznym zachowaniem niebratowej.
- Nie, ciebie nie ma, Jezu, przecież ty przed chwilą zmarłeś, ciebie nie ma. Wariuję kurwa wariuję, już dawno miałam od niego odejść i teraz zwariowałam, o matko kochana, ja zwariowałam - wyła już nie zważając na nic Iwona. Szaweł widział, że nic nie wskóra, zaczął myśleć o swojej matce. Ponoć była Żydówką, czyli on też jest Żydem, po matce. Jew, Jude, do pieca, proszę państwa do gazu, osiem i pół żyda zmieści się w dezodorancie, żydopłot, gwiazda Dawida, opaski. I co teraz, kurwa do nieba pójdę? Co oni tam mają? I to ma być raj? Do Iwony lepiej się nie odzywać, bo zejdzie na miejscu, jeszcze będę miał trupa na sumieniu.
- Daniel, rusz się trochę, słuchaj, ty pamiętasz co jest z nami po śmierci? Bo nie bardzo wiem co robić? Nie zgrywaj się, tylko otwórz oczy, nie gniewam się na ciebie, nie pomagałeś mi za życia, teraz możesz, co?
- Odejdź! - ledwo słyszalnym głosem odpowiedziało żyjące truchło. Iwona miała dość, stwierdziła, że najlepiej będzie jeśli natychmiast zemdleje, bo albo rzeczywiście zwariuje, (jeśli to już jest rzeczywistość świrów to też zwariuje - podwójnie), albo popełni jakiś odrażający czyn, na sobie, na śmierdzielu, albo na tym czymś.
***
- Mamy w domu Biblię? - Iwona zbaraniała słysząc pytanie, którego za żadne skarby świata w tym domu, by się nie spodziewała.
- Mamy, młody potrzebował do szkoły - spokojnie odpowiedziała, - a po co ci Biblia?
- Wiesz kim był Daniel? Kim był Szaweł? Dlaczego matka dała nam takie imiona? No oczywiście, Ciebie to nic nie obchodzi, ani skąd pochodzisz, ani co znaczy twoje imię, jakie ma znaczenie. Człowiek powinien znać swoje korzenie! Ale ty głupia jesteś! Nic nie wiesz...
- A skąd niby mam kurwa wiedzieć, na co miałam mieć czas? Na pranie twoich brudnych gaci, wieczne sprzątanie, zarabianie na tego "dorosłego" nieroba, karmienie wiecznie nienażartych żołądków, twojego i twojego syna pedała.
- Ten pedał jest tak samo twoim synem jak i moim! Wyrażaj się łaskawie o nim trochę życzliwiej! I znowu się awanturujesz, ciągle wrzeszczysz, ciągle masz pretensje, wiecznie niezadowolona, nieszczęśliwa, święta Iwona dziewica - męczennica. Odejdź jak ci źle, nikt cię tu nie trzyma! Kurwa, wariatka jakaś, daj na wstrzymanie, weź jakiś polprazol, albo co...
Poczuła się znowu malutka, dlaczego on zawsze wygrywa? Dlaczego on zawsze potrafi zamknąć mi gębę? I co z tego, że jest wykształcony, mądry, ale nieudacznik, nierób i śmierdziel. Kurwa, jaka ja jestem nieszczęśliwa i do tego teraz będzie czytał Pismo święte, jeszcze mi tu kurwa inkwizycję zbuduje, albo jakiś rabinat. Żyd się znalazł, nawet obrzezany nie jest, ćwok jeden!
Cicho usiadła w kąciku w swoim ulubionym fotelu i pierwszy raz od kilkunastu lat spojrzała na swojego niemęża inaczej, nie potrafiła określić jak, w głowie miała tuman. W końcu zrozumiała. Daniel nie śmierdział.
- Daniel obudź się, błagam obudź się, bo ja zwariuję, nie.. ja już zwariowałam. Jestem w psychiatryku. Tak! Jestem w psychiatryku, mam takie wizje, czy jak to się nazywa... omamy. Wzrokowe. Widzę to, czego nie ma. Całe życie widziałam to co jest, teraz widzę to, czego nie ma. Jestem chora, jestem wariatką. Iwona zaczęła lekko, ale z histeryczną nutą zaśmiewać się z samej siebie, jej ciało zaczęło nawet na specjalne życzenie podrygiwać, tak jak widziała to na filmach, może w "Locie nad kukułczym...", albo w "Dwanaście małp".
- Czy mogłabyś do kurwy nędzy zachowywać się odrobinę normalnie, muszę się skupić - ryknął niespodziewanie Szaweł, wkurzony idiotycznym zachowaniem niebratowej.
- Nie, ciebie nie ma, Jezu, przecież ty przed chwilą zmarłeś, ciebie nie ma. Wariuję kurwa wariuję, już dawno miałam od niego odejść i teraz zwariowałam, o matko kochana, ja zwariowałam - wyła już nie zważając na nic Iwona. Szaweł widział, że nic nie wskóra, zaczął myśleć o swojej matce. Ponoć była Żydówką, czyli on też jest Żydem, po matce. Jew, Jude, do pieca, proszę państwa do gazu, osiem i pół żyda zmieści się w dezodorancie, żydopłot, gwiazda Dawida, opaski. I co teraz, kurwa do nieba pójdę? Co oni tam mają? I to ma być raj? Do Iwony lepiej się nie odzywać, bo zejdzie na miejscu, jeszcze będę miał trupa na sumieniu.
- Daniel, rusz się trochę, słuchaj, ty pamiętasz co jest z nami po śmierci? Bo nie bardzo wiem co robić? Nie zgrywaj się, tylko otwórz oczy, nie gniewam się na ciebie, nie pomagałeś mi za życia, teraz możesz, co?
- Odejdź! - ledwo słyszalnym głosem odpowiedziało żyjące truchło. Iwona miała dość, stwierdziła, że najlepiej będzie jeśli natychmiast zemdleje, bo albo rzeczywiście zwariuje, (jeśli to już jest rzeczywistość świrów to też zwariuje - podwójnie), albo popełni jakiś odrażający czyn, na sobie, na śmierdzielu, albo na tym czymś.
***
- Mamy w domu Biblię? - Iwona zbaraniała słysząc pytanie, którego za żadne skarby świata w tym domu, by się nie spodziewała.
- Mamy, młody potrzebował do szkoły - spokojnie odpowiedziała, - a po co ci Biblia?
- Wiesz kim był Daniel? Kim był Szaweł? Dlaczego matka dała nam takie imiona? No oczywiście, Ciebie to nic nie obchodzi, ani skąd pochodzisz, ani co znaczy twoje imię, jakie ma znaczenie. Człowiek powinien znać swoje korzenie! Ale ty głupia jesteś! Nic nie wiesz...
- A skąd niby mam kurwa wiedzieć, na co miałam mieć czas? Na pranie twoich brudnych gaci, wieczne sprzątanie, zarabianie na tego "dorosłego" nieroba, karmienie wiecznie nienażartych żołądków, twojego i twojego syna pedała.
- Ten pedał jest tak samo twoim synem jak i moim! Wyrażaj się łaskawie o nim trochę życzliwiej! I znowu się awanturujesz, ciągle wrzeszczysz, ciągle masz pretensje, wiecznie niezadowolona, nieszczęśliwa, święta Iwona dziewica - męczennica. Odejdź jak ci źle, nikt cię tu nie trzyma! Kurwa, wariatka jakaś, daj na wstrzymanie, weź jakiś polprazol, albo co...
Poczuła się znowu malutka, dlaczego on zawsze wygrywa? Dlaczego on zawsze potrafi zamknąć mi gębę? I co z tego, że jest wykształcony, mądry, ale nieudacznik, nierób i śmierdziel. Kurwa, jaka ja jestem nieszczęśliwa i do tego teraz będzie czytał Pismo święte, jeszcze mi tu kurwa inkwizycję zbuduje, albo jakiś rabinat. Żyd się znalazł, nawet obrzezany nie jest, ćwok jeden!
Cicho usiadła w kąciku w swoim ulubionym fotelu i pierwszy raz od kilkunastu lat spojrzała na swojego niemęża inaczej, nie potrafiła określić jak, w głowie miała tuman. W końcu zrozumiała. Daniel nie śmierdział.
środa, 7 grudnia 2011
Dybuk na Nowogrodzkiej
My już wiemy, że dybuka się nie przegania.
Jest naszą pamięcią. Bez naszych dybuków będziemy gorsi i głupsi.
Hanna Krall
O matko znowu rano, nie. Znowu, znowu... Balkon jak codziennie, był rytualnie otwarty na oścież, wietrzenie domu po nocy. Nieważne, że tam, w świecie uciekających trybików korporacyjnych, było niecałe 5 na minusie. Wietrzenie - jakby chciała wyrzucić stęchłe zapachy po swoim niemężu, jego smrody; spod pachy, spod majtek, spod gęby, spod serca. Te najgorsze, żeby zapomniał o niej i odszedł, albo żeby śmierdział tak bardzo, że wybuchnie i powie mu:
-Ty śmierdzielu, wynoś się! i to już! Wypierdalaj stąd i nigdy nie wracaj! On spojrzy na nią beznamiętnym wzrokiem i albo odstawi teatr Preverte'a, albo przyłoży jej w tą średniowieczną papę, że zakocha się znowu, pomimo smrodu.
Oczywiście nic takiego nie powie, jest słaba, czuje się znużona nieudaną pracą, nieudanym niemałżeństwem, głupim synem, chyba narkomanem, a przynajmniej pijakiem. I pedałem. Przecież nie ma dziewczyny, a ma 18 lat, powinien już kogoś mieć, wziąć ślub i wynosić się z tego rozkładającego się domu... i wziąć ją ze sobą. Byłaby służącą, myła synowej nogi, piersi, potem niańczyła bachory, płodzone w tempie pkp intersiti. Byłoby jej dobrze. Ale zaraz, przecież jest ciotą, pedałem, homo. Liże się z jakimiś starymi facetami, płacą mu wtedy... ma na życie, zarabia więcej od niej, pieprzona dziwka. Więc jest słaba, zdominowana, nie wie nawet jak wybrać forsę z bankomatu, ani jak opłacać rachunki, miała gotować (i tak z marnym skutkiem), prać, sprzątać, miała być wzorową, katolicką dommamą. Nie była, nie umiała, poszła do pracy, do hurtowni warzyw i owoców. Sortuje, znajduje zgniłki, robi to na węch, ma nosa, nauczyła się tego w domu. Do kościoła też nie chodziła. Bała się, że dach spadnie jej na głowę. Panicznie bała się śmierci. Tylko śmierci, niczego innego, nikogo innego.
No i to okno, otwarte, wietrzenie. On skulił się bardziej pod kołdrą, żeby mu było cieplej, rzuty gorąca, kurwa, przekwitła to ona 20 lat temu. Myśli o niej, ma takie ładne imię: Iwona, a tak się nie da lubić. Co go podkusiło, żeby z nią być, wiązać to życie jak sznurowadła, które notorycznie mu się zrywają, bo kupuje najtańsze, szajs jakiś. Nagle poczuł, że coś jest nie tak. Potworne zimno od stóp ogarniało jego nogi, nie czuł ani kostki, ani pięty. Usiadł na łóżku, masował się, ale to nic nie pomogło, było mu potwornie zimno.
- Już idę, nie pali się - zawołała Iwona, idąc do drzwi. Judasz powiedział, że nikogo nie ma. Nie przejęła się, pewnie dzieciaki żartują, kiedyś ona też...
- Halo! Agata? Kurwa, co się stało, że dzwonisz tak wcześnie? Kto zmarł? Szaweł? A kto to jest? Jaki Szaweł, ja nie znam..
- Agata, to ja - wyrwał jej słuchawkę. Kiedy zmarł? Dzisiaj, przed chwilą? O Jezu... nie widziałem go dawno, dziesięć lat będzie. Uspokój się, to ci nic nie da. Nie rycz, bo nic nie rozumiem. Poznasz kogoś kiedyś. Ja pieprzę? Sama pieprzysz, co mnie to kurwa obchodzi? I co z tego, że był moim bratem, w dupie to mam, przyrodni był, albo może adoptowany, w dupie - rozumiesz. Sama się wal. Głupia suka. A ty czego się tak gapisz? Śniadanie rób!
Za wszelką cenę chciał wstać, ale momentalnie, coś jakby uderzyło go w te zimne nogi, nie mógł się ruszyć, wył z bólu, ale nikt go nie słyszał. I tak go nie słuchali, bali się i tyle. Czuje, że mdleje, słabnie jak zarzynana owca.
- Może ja też umieram, co teraz powinienem zrobić? Panikuję, może się pomodlić, ale do kogo, zaraz jak to było.... to chyba był... Bóg, tak, nazywa się Bóg. Ale co to znaczy pomodlić się? Kurdę Zeus, daj se spokój ze mną OK, jeszcze trochę.... Więcej już nie pamięta. A może pamięta, a boi się opowiedzieć.
Iwona wróciła do pokoju z kubkiem kawy, który natychmiast z wrzaskiem odrzuciła w nieokreślonym kierunku, parząc się gorącym napojem. Jej stary, leżał martwy na łóżku (jak dobrze, pomyślała szybko, w końcu), a w progu domu, na balkonie stał mężczyzna, uporczywie wpatrujący się w jej niemęża.
- Szaweł jestem - wykrztusił nie odwracając głowy w jej stronę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
